
„Panna młoda” Odc. 206 — streszczenie
Beyza przyszła do mieszkania ojca z ostatnią nadzieją, że to on znajdzie dla niej ratunek. Nacisnęła dzwonek i nerwowo poprawiła torebkę na ramieniu. Gdy drzwi się otworzyły, zamarła.
Nusret stał przed nią w żółtej pelerynie przeciwdeszczowej. Za jego plecami, o ścianę, opierały się łopata i kilof.
ad
– Tato? – odezwała się zdezorientowana, przekraczając próg. – Co ty robisz? Dlaczego mnie wezwałeś? Chcesz, żebym sama wykopała sobie grób?
– Zamknij się i daj mi to – uciął ostro.
Zdjął jej z ramienia płaszcz, rzucił go na stół, po czym podał córce drugą żółtą pelerynę.
– Załóż.
Nusret podaje Beyzie żółtą pelerynę przeciwdeszczową.
ad
Beyza spojrzała najpierw na ojca, potem na leżący na stole płaszcz przeciwdeszczowy. W jej oczach pojawił się strach.
– Co to wszystko ma znaczyć? Nie rozumiem.
– A mamy inne wyjście?
– Jakie wyjście, tato? – zapytała coraz bardziej zdenerwowana. – Mówię ci, że nie rozumiem, co chcesz zrobić.
Nusret zbliżył się do niej i ściszył głos, jakby nawet ściany nie powinny usłyszeć tego, co zamierzał powiedzieć.
– Tylko Yonca może nas uratować. Nie mamy nikogo innego.
Beyza skrzywiła się z odrazą. Powoli odwróciła głowę w stronę łopaty i kilofa, a potem spojrzała na ojca tak, jakby właśnie usłyszała wyrok.
– Tato… – wyszeptała. – Nie zamierzasz zrobić tego, o czym myślę, prawda?
– Beyzo, musimy to zrobić. Dziś w nocy odkopiemy ten grób.
– Oszalałeś? – Cofnęła się o krok i przycisnęła dłoń do piersi. – Ona już tam gnije… Nie otwierajmy tego grobu, błagam.
– A jak inaczej zdobędziemy jej włosy?
– Jakie włosy?
– Jak to jakie? – syknął Nusret. – Pomyśl choć przez chwilę. Weźmiemy kosmyk włosów Yoncy i oddamy go do badania zamiast twoich. Tylko tak możemy wyjść z tej sytuacji.
ad
Beyza pobladła. Przez moment wyglądała tak, jakby miała osunąć się na podłogę.
– Nie, tato… Ja tego nie zniosę. Nie zniosę widoku jej ciała.
Nusret spojrzał na nią bez litości.
– W porządku, rób, co chcesz. Cihan, którego znam, jutro z samego rana utnie ci włosy i zawiezie próbkę do laboratorium. A jeśli myślisz, że przyznasz się do kłamstwa i będziesz błagać go o litość, zapomnij. Cihan ci nie wybaczy. A przede wszystkim ja na to nie pozwolę. Zrobiłem wszystko dla twojego małżeństwa i dla mojego spokojnego życia. Nie zamierzam teraz cierpieć przez ciebie. Zakładaj to!
Beyza drżącymi rękami wzięła pelerynę. Ledwo trzymała się na nogach, ale nie miała odwagi sprzeciwić się ojcu. Założyła żółty płaszcz przeciwdeszczowy i spojrzała na niego z przerażeniem.
Chwilę później oboje wyszli przez drzwi balkonowe do ogrodu. Byli przekonani, że właśnie tam, pod mokrą ziemią, spoczywa ciało Yoncy.
Tymczasem Yonca, korzystając z ciemności, zakradła się do rezydencji. Poruszała się bezszelestnie, jak cień. Minęła korytarz, wsunęła się do pokoju dziecięcego i na moment zatrzymała się w progu.
W pokoju panowała cisza. Na ścianach widać było kolorowe malunki, a biała kołyska stała w półmroku niczym wyspa bezpieczeństwa. Yonca podeszła do niej powoli i pochyliła się nad dzieckiem.
Cihan Gurur poruszył się pod kocykiem. Gdy ją zobaczył, uśmiechnął się lekko.
ad
Pokój dziecięcy. Yonca pochyla się nad kołyską.
Zbliżenie na uśmiechającego się Cihana Gurura, leżącego na kocyku, ze smoczkiem w ustach.
Twarz Yoncy natychmiast złagodniała.
– Przyszłam, kochanie – szepnęła. – Jestem tutaj. Zabiorę cię z tego miejsca i nikt już mi cię nie odbierze.
Delikatnie wzięła chłopca na ręce i przytuliła go do siebie.
– Twoja mama zabiera cię stąd.
Położyła dziecko na łóżku tylko na chwilę, sięgnęła po dużą czarną torbę podróżną, po czym ostrożnie ułożyła w niej malca, otulając go miękkim kocykiem. Cihan Gurur patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, nieświadomy niebezpieczeństwa.
Yonca zasunęła torbę tylko częściowo, zarzuciła ją na ramię i szybko opuściła pokój.
ad
Beyza i Nusret wrócili do mieszkania przemoczeni, umazani ziemią i bladzi ze strachu. Nusret zaklął pod nosem, gwałtownie zatrzasnął drzwi balkonowe, a potem ciężko opadł na kanapę. Beyza usiadła obok niego, obejmując się ramionami, jakby nadal czuła chłód nocy pod skórą.
Beyza i jej ojciec siedzą na kanapie, ubrani w żółte peleryny przeciwdeszczowe. Prawa ręka Nusreta jest pobrudzona w piachu.
ad
Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.
– Nie mogła wyparować – mruknął w końcu Nusret. – Gdzie jest jej ciało?
Beyza spojrzała przed siebie pustym wzrokiem.
– Nie ma żadnego ciała, tato. Yonca nie jest martwa. Jakoś uciekła.
– Kiedy ją pochowaliśmy, nie miała pulsu – przypomniał ostro. – Ale dobrze, załóżmy, że jakimś cudem wróciła do życia. Chcesz mi powiedzieć, że sama wydostała się spod ziemi, potem starannie zasypała dół i spokojnie odeszła?
Beyza przełknęła ślinę.
– Ktoś musiał ją stamtąd wyciągnąć.
Nusret zastygł. Odpowiedź pojawiła się w jego głowie niemal natychmiast.
– Tayyar – warknął. – Ten przeklęty Tayyar!
Beyza zacisnęła usta.
– Zalecała się do niego i zbałamuciła go. Skoro potrafiła omotać ciebie, doświadczonego i inteligentnego mężczyznę, to Tayyar był dla niej jak bułka z masłem. – Nagle spojrzała na ojca z paniką. – Cihan jutro zrobi test. Jak teraz się z tego wyplączemy?
Nusret bezradnie rozłożył ręce.
– Yonca zmartwychwstała. Do jutra jej nie znajdę. Jesteśmy w potrzasku.
ad
Beyza zacisnęła palce na kolanach. Po raz pierwszy od dawna nie miała gotowej odpowiedzi. Na jej twarzy malował się już nie gniew, lecz czysty strach.
Hancer siedziała na różowej kanapie w starym domu, pochylona nad notatnikiem. Na kolanach trzymała zeszyt, a długopis sunął powoli po kartce. W ciszy salonu słychać było jedynie cichy szelest papieru.
Pierwszą rzeczą, jaką do ciebie napiszę, będą przeprosiny. Przepraszam, że nie ochroniłam twojego domu. Myślałam, że ten dom jest jedyną nicią, która połączy cię z twoim ojcem, ale zawiodłam. On będzie uważał cię za syna Meliha. Przez ten dom mógłby patrzeć na ciebie z niechęcią.
Nagle ciszę przerwał dzwonek do drzwi. Hancer uniosła głowę. Nie spodziewała się nikogo o tej porze.
– Kto tam? – zawołała, podchodząc do balustrady.
– Hancer, to ja, Yonca – odpowiedział znajomy głos z dołu. – Otworzysz mi?
Hancer zeszła po schodach i otworzyła drzwi. Na progu stała Yonca, ubrana na czarno, z dużą torbą podróżną w rękach. Na jej twarzy malował się wymuszony spokój, ale spojrzenie zdradzało napięcie.
– Dobry wieczór – powiedziała. – Jesteś wolna? Przyszłam do Beyzy, ale wygląda na to, że nie ma jej w domu. Pomyślałam, że jeśli ci nie przeszkadzam, mogłabym chwilę z tobą posiedzieć.
Hancer odsunęła się, wpuszczając ją do środka. Yonca przekroczyła próg, mocniej ściskając torbę. Ukryty w środku Cihan Gurur nie wydał nawet najcichszego dźwięku.
Kiedy weszły na górę, Yonca rozejrzała się szybko po salonie.
– Mogę dostać trochę wody? – zapytała. – Albo herbaty, jeśli to nie problem.
– Oczywiście. Jesteś głodna? Zrobić ci coś do jedzenia?
– Chętnie – odparła Yonca, starając się brzmieć swobodnie. – Od rana nic nie jadłam. Lubię kanapki z serem do herbaty.
Hancer skinęła głową i zniknęła w kuchni. Gdy tylko została sama, Yonca usiadła na kanapie i ostrożnie rozsunęła suwak torby, żeby dziecko mogło swobodniej oddychać. Pochyliła się nad nim z czułością.
– Bądź cicho, kochanie, proszę – wyszeptała. – Wytrzymaj jeszcze trochę. Wydostaniemy się stąd, obiecuję.
Usłyszała kroki i natychmiast zasunęła torbę. Chwilę później Hancer wróciła z kubkiem herbaty i talerzem kanapek. Postawiła wszystko na małym stoliku.
Yonca wzięła pierwszy kęs, lecz w tej samej chwili ponownie rozległ się dzwonek do drzwi. Drgnęła gwałtownie, a w jej oczach pojawił się strach.
– Kto to? – zapytała niemal szeptem.
– Nie wiem – odpowiedziała Hancer, coraz uważniej przyglądając się jej twarzy. – Pójdę zobaczyć.
Yonca zerwała się lekko z miejsca.
– Hancer, proszę… Nie mów nikomu, że tu jestem. Nie widziałaś mnie. Nic nie wiesz.
Hancer zmarszczyła brwi.
– Dlaczego przyszłaś o tej porze? Przed kim uciekasz?
– Przed nikim nie uciekam – odparła szybko Yonca. – Przyszłam poprosić Beyzę o pożyczkę. Pani Mukadder przepędzi mnie, jeśli mnie zobaczy. Uważa, że nie jestem godna być przyjaciółką jej synowej. Dlatego chciałam zaczekać na Beyzę tutaj.
Hancer przez chwilę patrzyła na nią z nieufnością, ale w końcu skinęła głową i zeszła na dół. Otworzyła drzwi.
Na progu stał Cihan. W czerni wyglądał surowo, a jego twarz była napięta.
– Ile jeszcze miałem dzwonić? Dlaczego nie otwierasz? – zapytał ostro.
– A dlaczego ty przychodzisz tutaj o tej porze?
– Melih jest w domu?
– Dlaczego cię to interesuje?
Cihan zacisnął szczękę, ale tym razem nie przyszedł się kłócić.
– Hancer, nie jestem tu po to, żeby robić problemy. Zobaczyłem czyjś cień na podwórku. Zawołałem, ale ta osoba uciekła. Przeszukuję teren. Chciałem ci tylko powiedzieć, żebyś zamknęła drzwi i była ostrożna.
Hancer spoważniała.
– W porządku. Dziękuję za troskę.
– Daj mi znać, jeśli zobaczysz kogoś kręcącego się w pobliżu domu.
– Dobrze.
Zamknęła drzwi i wróciła na górę. Yonca czekała na nią w napięciu, siedząc obok torby.
– Kto to był? – zapytała szybko.
– Miałaś rację. Szukają cię. Cihan widział kogoś na podwórku, ale nie wie, że to ty. Nic mu nie powiedziałam.
Yonca odetchnęła z ulgą. Chwyciła dłonie Hancer i ścisnęła je z wdzięcznością.
Hancer i Yonca siedzą naprzeciwko siebie. Yonca ściska jej rękę i patrzy na nią z wdzięcznością.
– Hancer, bardzo ci dziękuję. Naprawdę nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
– Nie ma potrzeby – odparła Hancer spokojnie. – Ale najlepiej będzie, jeśli jak najszybciej stąd odejdziesz. Masz jakieś kłopoty? Uciekasz przed czymś?
Yonca spuściła wzrok. Przez chwilę milczała, jakby szukała odpowiednich słów.
– Powiedzmy, że to zła historia miłosna. Pewien mężczyzna mnie oszukał. Zostałam bez pieniędzy, bez wyjścia, kompletnie sama. Muszę zdobyć trochę gotówki, żeby wrócić do rodzinnej miejscowości. Dlatego chciałam poprosić Beyzę o pożyczkę. Jeśli będzie miała dobry humor, może mi pomoże. Jeśli nie, nie da mi nawet złamanej liry. Taka już jest Beyza. – Uśmiechnęła się smutno. – Nieważne. Nie chcę obciążać cię swoimi problemami.
Hancer nie zastanawiała się długo.
– Nie czekaj na Beyzę. Ja dam ci pieniądze.
Yonca spojrzała na nią z udawanym zakłopotaniem.
– Bardzo ci dziękuję, ale nie mogę tego przyjąć.
– To żadna ofiara z mojej strony. Pracuję w fundacji, która pomaga kobietom i dzieciom. To moja praca. Podaj mi numer rachunku, a przeleję ci tyle, ile potrzebujesz.
– To niemożliwe – odparła Yonca szybko. – Jestem pogrążona w długach. Jeśli pieniądze wpłyną na konto, od razu je zajmą. Nie mogę przyjąć przelewu.
Hancer westchnęła cicho.
– Dobrze. W takim razie pójdę do bankomatu na rogu, wypłacę gotówkę i zaraz wrócę. Poczekaj na mnie piętnaście, najwyżej dwadzieścia minut.
Oczy Yoncy rozbłysły ulgą.
– Dziękuję. Naprawdę jesteś najżyczliwszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałam. Nigdy nie zapomnę twojej dobroci, Hancer.
Hancer wstała, wzięła płaszcz i ruszyła do wyjścia. Gdy tylko zniknęła na schodach, Yonca odetchnęła głęboko. Otworzyła torbę i pochyliła się nad Cihanem Gururem.
– Widziałeś, kochanie? – szepnęła z uśmiechem. – Już pierwszego dnia przyniosłeś szczęście swojej mamie. Dała nam schronienie i da nam pieniądze. Ale nawet wszystkie pieniądze świata nie mają teraz znaczenia. Liczysz się tylko ty. Uratujemy się, synku. Obiecuję.
Yonca spogląda łagodnie, z uśmiechem.
Zbliżenie na Cihana Gurura.
Beyza siedziała skulona na kanapie w mieszkaniu ojca. Przycisnęła do piersi jasną poduszkę, jakby tylko ona mogła powstrzymać ją przed całkowitym rozsypaniem się. Łzy spływały jej po twarzy jedna za drugą, a z gardła wydobywał się urywany, rozpaczliwy szloch.
– To już koniec… – jęknęła, zasłaniając twarz dłonią. – Straciłam Cihana na zawsze…
Nusret siedział naprzeciwko, na drugiej kanapie. W przeciwieństwie do córki nie płakał. Drapał się po brodzie i patrzył w jeden punkt, próbując znaleźć jakiekolwiek wyjście z sytuacji, która wymykała im się z rąk.
– Możemy trafić do więzienia, a ty nadal myślisz tylko o Cihanie – mruknął z irytacją. – Ech, Beyza…
Beyza jest pogrążona w rozpaczy. Obok niej siedzi Nusret i drapie się po głowie.
W tej samej chwili jego telefon zaczął dzwonić. Nusret spojrzał na wyświetlacz, skrzywił się, po czym podniósł aparat ze stolika.
– Słucham, siostro.
Po drugiej stronie odezwała się Mukadder. Jej głos drżał od niepokoju.
– Co zrobiłeś, Nusrecie? Powiedz mi, że poradzimy sobie z tym testem. Prawda? Znajdziesz jakieś rozwiązanie?
Nusret zacisnął usta. Przez chwilę milczał, jakby sama konieczność przyznania się do porażki była dla niego upokorzeniem.
– Doszło do nieoczekiwanych komplikacji, siostro – powiedział w końcu ciężko. – Jesteśmy skończeni.
– Co ty mówisz? – W głosie Mukadder natychmiast pojawiła się panika. – Jak to skończeni?
– Beyza zostanie u mnie – oznajmił chłodno. – A ty lepiej nie pokazuj się Cihanowi na oczy.
Mukadder zamarła.
– Zabierasz swoją córkę, a mnie rzucasz Cihanowi na pożarcie?
– Przychodzisz do mnie za każdym razem, kiedy wpadasz w kłopoty – odparł z narastającą złością. – Mam już dość ratowania cię.
– To ty mnie w to wciągnąłeś! – wyrzuciła mu Mukadder. – To ty kazałeś mi okłamać własnego syna!
– Nikt nie przyłożył ci pistoletu do głowy – uciął Nusret. – Mogłaś wykazać się odwagą i powiedzieć Cihanowi prawdę. Wybrałaś inaczej.
– Nusrecie…
– Od tej chwili każdy odpowiada za siebie, pani Mukadder.
Rozłączył się bez pożegnania i odłożył telefon na stolik. Przez chwilę w pokoju panowała ciężka cisza.
Beyza znów zaniosła się płaczem. Tym razem jej szloch był jeszcze bardziej bezradny, jakby dopiero teraz naprawdę zrozumiała, że ich misternie budowane kłamstwo zaczęło walić się im na głowy.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 152.Bölüm i Gelin 153.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.