
„Panna młoda” Odc. 204 — streszczenie
Engin i Cihan usiedli na kanapie w salonie. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Na niskim, okrągłym stoliku stały filiżanki, ale nikt nawet po nie nie sięgnął. W powietrzu wisiało ciężkie napięcie, a Cihan, z pochmurną twarzą i zaciśniętą szczęką, czekał na wyjaśnienia.
Sila nadal stała za uchylonymi drzwiami. Nie śmiała wejść do środka, ale nie potrafiła też odejść. Przycisnęła twarz do szczeliny i nasłuchiwała każdego słowa.
ad
– Jeśli to wszystko było kłamstwem… – zaczął Engin spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewał ból. – Jeśli Beyza nigdy nie była w ciąży, a moja siostra odkryła prawdę… jak myślisz, co Beyza byłaby w stanie zrobić, żeby utrzymać swoje oszustwo? Obaj wiemy, że kiedy czuje się zagrożona, jest gotowa na wszystko.
Cihan milczał. Znał Beyzę zbyt dobrze, by zaprzeczyć, że była zdolna do intryg, kłamstw i okrucieństwa. Mimo to nie potrafił dopuścić do siebie myśli, że mogłaby odebrać komuś życie.
– Enginie, wiem, że cierpisz – powiedział w końcu, powstrzymując narastający gniew. – Wiem, jak bardzo boli strata jedynej siostry. Ale to, co mówisz, nie ma sensu. Nie twierdzę, że Beyza jest niewinna we wszystkim. Wiem, że bywa obsesyjna, wiem, do czego potrafi się posunąć. Ale oskarżać ją o morderstwo? Musi istnieć konkretny powód, dla którego zdeptałeś moją dumę i mój honor.
Engin pochylił się lekko do przodu.
– Wyjaśnię ci to tak, jak wyjaśniłbym w sądzie. Zacząłem od tajemniczej pacjentki, której badania zleciła Yasemin. Próbowałem ustalić jej tożsamość, ale nie znalazłem żadnego śladu. Żadnego nazwiska, żadnego wpisu, niczego. Tylko informację, że moja siostra chciała zachować pełną anonimowość.
Cihan słuchał w napięciu.
– Potem sprawdziłem nagrania z kamer bezpieczeństwa w klinice – ciągnął Engin. – Porównałem osoby, które weszły tamtego dnia do budynku, z listą umówionych pacjentek. Na nagraniu pojawiła się tylko jedna kobieta, której nie było w rejestrze wizyt. Tylko jedna, Cihanie. Wiesz kto?
Zrobił krótką pauzę.
ad
– Beyza.
Cihan natychmiast zmarszczył brwi.
– Powiedziała mi, że poszła do Yasemin, żeby sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko jest w porządku. Yasemin miała zachować dyskrecję, dopóki nie będą gotowe wyniki. Niestety zmarła, zanim zdążyła je przekazać.
Engin pokręcił głową.
– Skoro tak, dlaczego Beyza nigdy później nie wróciła do kliniki? Dlaczego nie zapytała o wyniki? Naprawdę aż tak bardzo jej wierzysz? Kobiecie, która tyle razy cię okłamała? Kobiecie, która celowo zjechała samochodem z drogi, rzekomo będąc w ciąży? Czy kobieta spodziewająca się dziecka narażałaby je w taki sposób? Wiesz, dlaczego to zrobiła? Bo nie była w żadnej ciąży.
Cihan odwrócił wzrok, ale nie zaprotestował.
Engin wstał, podszedł do szafki i wyjął z niej jasną, miękką protezę ciążowego brzucha. Wrócił na kanapę i położył ją przed Cihanem, niemal zmuszając go, by na nią spojrzał.
Engin pokazuje Cihanowi sztuczny brzuch.
ad
– Oto brzuch ciążowy twojej żony – powiedział cicho, lecz stanowczo. – Znalazłem go w domu mojej siostry. Yasemin musiała go ukryć, żeby pokazać nam go, gdy będzie miała pewność.
Cihan patrzył na przedmiot z napięciem. Jego twarz stwardniała, ale w oczach pojawił się cień niepokoju.
– Rozumiem, że mogłem cię zranić – mówił dalej Engin. – Rozumiem, że mogłeś poczuć się zdradzony. Ale nie jestem twoim wrogiem. Nic nie zyskam, oskarżając Beyzę bez powodu. Żałuję tylko jednego: że dowiedziałeś się o wszystkim, zanim zdążyłem zebrać dowody do końca. Jeśli chcesz zakończyć naszą przyjaźń albo mnie zwolnić, zrobisz, co uznasz za słuszne. Proszę cię tylko o jedno. Zrób test DNA. Dowiedz się, czy Cihan Gurur naprawdę jest synem Beyzy.
Cihan zacisnął usta i spojrzał na niego spode łba.
– Jesteś aż tak pewny?
– Jeśli się mylę, ukarzesz mnie, jak tylko zechcesz – odparł Engin bez wahania. – Ale jeśli mam rację… czy jesteś gotów zmierzyć się z prawdą?
Cihan nie odpowiedział. Wziął do rąk sztuczny brzuch i ścisnął go mocno, jakby chciał zmiażdżyć razem z nim wszystkie kłamstwa, które nagle zaczęły pękać na jego oczach.
Nazajutrz Hancer przyszła do firmy. Gdy tylko przekroczyła próg gabinetu, Cihan oderwał wzrok od biurka i spojrzał na nią uważnie. Stał nieruchomo, jakby od dawna czekał właśnie na tę chwilę.
ad
– Myślałem, że nie przyjdziesz – powiedział.
Hancer zatrzymała się przy drzwiach. W dłoni trzymała torbę, a na ramieniu płaszcz. Była blada, ale opanowana.
– Wczoraj zapanował chaos. Nie zdążyłam niczego wyjaśnić, a nie chciałam, żebyś cokolwiek źle zrozumiał. Przyszłam, żeby odpowiedzieć na twoje pytania.
Cihan wyszedł zza biurka i zbliżył się do niej powoli. Zatrzymał się o krok, nie spuszczając z niej badawczego spojrzenia.
– Rozmawiałem z Enginem – oznajmił. – Powiedział mi to samo. Rozumiem, dlaczego to robi. Stracił siostrę i zrobi wszystko, żeby znaleźć jej zabójcę. Nie zazna spokoju, dopóki nie pozna prawdy. Ale ty? Dlaczego ty się w to angażujesz, Hancer? Jeśli to, co mówicie, jest prawdą, jeśli Beyza naprawdę robi ze mnie głupca, dlaczego chcesz ujawnić to kłamstwo?
Hancer milczała.
– W ostatnim czasie wywierałem na ciebie presję – ciągnął Cihan. – Byłem wobec ciebie surowy. Ktoś inny na twoim miejscu odwróciłby wzrok. Pozwoliłby, żebym dalej żył w kłamstwie, i czerpałby z tego satysfakcję. A ty dałaś mi do ręki klucz, dzięki któremu mogę uwolnić się od Beyzy. Dlaczego to robisz?
– Może mi nie wierzysz – odparła cicho – ale nie jestem twoim wrogiem.
Cihan zacisnął szczękę.
– Nie jesteś moim wrogiem. Nie jesteś też moją żoną. Nie jesteś już moją Hancer. Za każdym razem, gdy patrzę ci w oczy, widzę, że nie jesteś już tym samym aniołem, którego znałem. A jednak wciąż nie rozumiem jednego. Dlaczego zależy ci na tym, żebym był wolny? Przecież jesteś mężatką. Nosisz pod sercem dziecko innego mężczyzny. Jeśli to dziecko nie jest moje, dlaczego w ogóle obchodzi cię moje życie?
ad
Hancer spuściła wzrok. Jej palce zacisnęły się mocniej na rączce torebki.
– Ponieważ… – zaczęła, lecz głos uwiązł jej w gardle.
Cihan zrobił krok bliżej.
– Ponieważ co?
Podniosła na niego oczy.
– Ponieważ jest coś, czego nie wiesz.
Jego twarz natychmiast stężała.
– Czego nie wiem, Hancer? Mów. Nie wyjdziesz z tego gabinetu, dopóki nie usłyszę odpowiedzi.
W tej samej chwili drzwi otworzyły się gwałtownie. Do środka weszła Beyza. Miała na sobie czerwony żakiet, na ramieniu przewieszoną torebkę, w dłoni trzymała płaszcz i dużą skórzaną torbę. Jej twarz była napięta, ale spojrzenie zimne i pewne siebie.
Hancer natychmiast cofnęła się o pół kroku.
– Będzie lepiej, jeśli zostawię was samych.
– Dokąd idziesz, sierotko? – rzuciła Beyza z jadowitym uśmiechem. – Nie przyszłam tu, żeby cię terroryzować. Wręcz przeciwnie. Chcę, żebyś została. Skoro jesteś jedną z tych osób, które mnie oskarżają, powinnaś zobaczyć, ile będzie cię to kosztować.
Hancer odłożyła torbę i płaszcz na swoje biurko. Wyprostowała się i spojrzała rywalce prosto w oczy.
ad
– Nikogo nie oczerniłam. Powiedziałam tylko głośno to, co widzę i co myślę.
– Ty parszywa kłamczucho! – syknęła Beyza. – Umierasz z zazdrości, prawda? Cihan nie może należeć do nikogo, skoro nie należy już do ciebie?
– Beyzo, o czym ty mówisz? – wtrącił ostro Cihan.
– Dlaczego ciągle uciszasz mnie, a kiedy ona mówi, milczysz? – odparła, wskazując na Hancer.
– Powiedziałem coś do ciebie.
– A ja tym razem nie zamierzam milczeć! – Beyza znów przeniosła wzrok na Hancer. – Nie myśl, że nie wiem, po co to wszystko wymyśliłaś. Chcesz nastawić Cihana przeciwko mnie. Chcesz mnie zniszczyć. Ale tym razem ci na to nie pozwolę.
– Dość. – Cihan chwycił ją za rękę. – Cokolwiek chcesz powiedzieć, powiesz mi to w domu.
Beyza wyrwała dłoń.
– Puść mnie! Chcę powiedzieć wszystko właśnie przy niej. Kiedy się pobraliście, zawarliście umowę, prawda? Uzgodniliście, że w razie rozwodu dostanie stary dom. Zobaczmy więc, Cihanie Develioglu, czy ty zaakceptujesz moje warunki.
Cihan zmrużył oczy.
– Przyszłaś negocjować, kiedy ciążą na tobie tak poważne oskarżenia?
– Jestem zmęczona tymi oszczerstwami – odpowiedziała Beyza. – Zakończmy to raz na zawsze. Chcę wykonać test DNA Cihanowi Gururowi.
ad
Na twarzy Cihana pojawiło się zaskoczenie. Hancer, stojąca obok ze skrzyżowanymi ramionami, pozostała niewzruszona. Nie wierzyła Beyzie ani przez chwilę. Wiedziała, że za tym gestem znów kryje się gra.
– Chcesz zrobić test? – zapytał Cihan, jakby chciał upewnić się, że dobrze usłyszał.
– Tak. Bo inaczej nigdy mi nie uwierzysz. Jeśli okaże się, że Cihan Gurur nie jest moim dzieckiem, możesz mnie ukarać, jak tylko zechcesz. Możesz mnie pozwać. Możesz wysłać mnie do więzienia. Ale jeśli dziecko jest moje…
Beyza sięgnęła do torebki, wyjęła złożoną na pół kartkę i podała ją mężowi.
Cihan rozłożył dokument. Na samej górze widniał duży nagłówek:
POROZUMIENIE
Niżej zapisano treść warunku:
Jeśli test macierzyństwa przeprowadzony u mojego syna, Cihana Gurura Develioglu, wykaże wynik pozytywny, mój mąż, Cihan Develioglu, zgodzi się na rozwód, przyzna mi, jako matce dziecka, wyłączną opiekę nad naszym synem, Cihanem Gurgurem Develioglu, i zaakceptuje, że nigdy więcej go nie zobaczy.
Pod tekstem znajdowały się miejsca na dwa podpisy. Beyza podpisała już dokument. Teraz patrzyła na Cihana, czekając na jego decyzję.
Beyza podaje Cihanowi dokument. Obok stoi Hancer ze skrzyżowanymi rękami.
ad
Zbliżenie na przygotowaną przez Beyzę umowę.
Cihan patrzy uważnie na Beyzę.
Hancer weszła do gabinetu Engina i ciężko opadła na krzesło naprzeciwko jego biurka. W eleganckim, chłodnym wnętrzu firmy wyglądała na zupełnie pozbawioną sił. Splotła dłonie na kolanach, spuściła wzrok i przez chwilę milczała, jakby każde słowo wymagało od niej ogromnego wysiłku.
Engin przyjrzał jej się uważnie. Od razu dostrzegł napięcie na jej twarzy.
– Wszystko w porządku? – zapytał ostrożnie.
Hancer pokręciła głową.
– Nie. Nie czuję się dobrze. Wygląda na to, że popełniliśmy ogromny błąd, Enginie.
Prawnik zmarszczył brwi i odłożył trzymany w dłoniach przedmiot na biurko.
ad
– Co się stało? Dlaczego tak mówisz?
Hancer uniosła na niego zmęczone spojrzenie.
– Beyza była przed chwilą w firmie. Weszła do gabinetu Cihana jak ktoś, kto przyszedł wypowiedzieć wojnę. W jej oczach była sama złość. Przyniosła mu propozycję.
– Jaką propozycję? – zapytał Engin, natychmiast poważniejąc.
– Powiedziała, że zgadza się na test DNA. Ale postawiła warunek. Jeśli okaże się, że dziecko naprawdę jest jej i Cihana, on ma podpisać zgodę na rozwód, oddać jej wyłączną opiekę nad synem i zaakceptować, że nigdy więcej go nie zobaczy.
Engin wypuścił powietrze z płuc. Na jego twarzy pojawił się cień gniewu.
– Ona próbuje nim manipulować. Chce przyprzeć Cihana do muru i liczy na to, że wszyscy się cofniemy. Nie mogę na to pozwolić. Pójdę z nim porozmawiać.
Zaczął podnosić się z fotela, ale Hancer natychmiast go zatrzymała.
– Nie, zaczekaj. Teraz musimy pomyśleć o czymś innym. Cihan jest w fatalnym stanie. Jest zdruzgotany. Nawet mnie wyrzucił ze swojego gabinetu. Powiedział, żebym zostawiła go w spokoju.
Głos jej zadrżał. Zacisnęła palce na własnych dłoniach i spojrzała na Engina z lękiem, którego nie potrafiła już ukryć.
– Enginie… a co, jeśli Beyza mówi prawdę? Co, jeśli to my się mylimy?
Prawnik patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, jakby nie mógł uwierzyć, że naprawdę wypowiedziała te słowa.
ad
– Co ty mówisz, Hancer? Naprawdę uważasz, że to możliwe? Uwierzyłaś Beyzie?
– Nie wiem, w co mam wierzyć – odparła bezradnie. – Była bardzo pewna siebie. Zbyt pewna. Jeśli dziecko naprawdę jest jej, nasze sumienia będą nas dręczyć do końca życia. Oznaczałoby to, że bez dowodów oskarżyliśmy ją o najgorsze. Że nazwaliśmy ją kłamczuchą, oszustką, może nawet morderczynią… A jeśli się mylimy, nie udźwigniemy tego ciężaru.
Engin pochylił się nad biurkiem. Jego twarz była skupiona, ale spojrzenie pozostało nieugięte.
– Myślisz, że ja o tym nie myślałem? Myślisz, że ani razu nie zadałem sobie tego pytania? Rozważałem każdą możliwość, Hancer. I za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku. Jest tylko jedno wyjście.
– Test – wyszeptała.
– Tak. Test. Nie da się już przed tym uciec. Cihan będzie musiał podjąć ryzyko. My również. Tylko wynik może zakończyć tę grę.
Hancer pokiwała głową, ale nie wyglądała na uspokojoną. W jej oczach wciąż czaił się niepokój. Wiedziała, że zrobili wszystko, by dotrzeć do prawdy. Bała się jednak, że ta prawda może okazać się zupełnie inna, niż wszyscy przypuszczali.
Hancer i Engin siedzą przy biurku. Hancer sprawia wrażenie zmartwionej.
ad
Beyza wyszła z budynku firmy z uniesioną głową. Chłodne powietrze uderzyło ją w twarz, ale nie zgasiło satysfakcji, która błyszczała w jej oczach. Na parkingu, niedaleko wejścia, czekał na nią Nusret. Schował telefon do kieszeni płaszcza i uważnie przyjrzał się córce.
– Co się stało? – zapytał ściszonym głosem. – Połknął przynętę?
Beyza zatrzymała się przed nim i uśmiechnęła z wyższością.
– Jeszcze nie. Ale połknie. Powinieneś był zobaczyć jego twarz, kiedy podałam mu umowę. Zbladł, jakby ktoś uderzył go prosto w serce. A ta żmija też była w szoku. Stała tam i patrzyła na mnie, jakbym właśnie odebrała jej ostatnią nadzieję. Mówiłam tak pewnie, że niemal umierała z wyrzutów sumienia.
Nusret zmrużył oczy. Nie wyglądał na szczególnie poruszonego reakcją Hancer.
– Nie obchodzi mnie, jak zareagowała ta idiotka. Ważne jest tylko jedno: czy Cihan zorientował się, że blefujesz?
Beyza pokręciła głową. W jej głosie pobrzmiewała pewność kogoś, kto odzyskał kontrolę nad sytuacją.
– Nie. Cihan, którego znam, nie potrafiłby się powstrzymać. Gdyby miał choć cień podejrzenia, że kłamię, wyrzuciłby mnie stamtąd natychmiast. Ale nie zrobił tego. Wiesz dlaczego? Bo za bardzo przywiązał się do tego dziecka. Nie zaryzykuje, że straci syna. Sumienie mu na to nie pozwoli.
Na twarzy Nusreta pojawił się zadowolony, chłodny uśmiech.
ad
– Widzisz, córko? Zawsze słuchaj ojca. Przygotowałem tę umowę właśnie dlatego, że znam Cihana. On może udawać twardego, ale sumienie jest jego katem. Wystarczyło przycisnąć go w odpowiednim miejscu.
Beyza spojrzała na niego z uznaniem. Jeszcze chwilę wcześniej czuła, że grunt usuwa jej się spod nóg. Teraz znów miała wrażenie, że może wygrać.
– Kiedy myślałam, że dotarliśmy do końca drogi, ty znalazłeś wyjście – powiedziała z podziwem. – Jesteś wspaniały, tato.
Nusret uśmiechnął się szerzej, jak człowiek, który nie tylko przewidział ruch przeciwnika, ale już widział jego klęskę.
Nusret uśmiecha się, patrząc na córkę.
Beyza uśmiecha się, patrząc na ojca.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 151.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.