Panna młoda odc. 208: Beyza i Nusret trafiają za kratki! Koniec ich wielkiej gry!

„Panna młoda” Odc. 208 — streszczenie
Hancer zebrała domowników w przestronnym salonie rezydencji. Atmosfera od pierwszej chwili była ciężka. Mukadder milczała na kanapie, Beyza wyglądała, jakby z trudem panowała nad sobą, a pozostali czekali w napięciu na to, co miało paść z ust Hancer.

— Po co tu przyszłaś? — rzuciła ostro Beyza. — Żeby cieszyć się moim cierpieniem? Moje dziecko zniknęło, a ty znowu mieszasz się w nasze sprawy. Dlaczego to cię w ogóle interesuje?

ad
— Zaraz się dowiesz — odparła Hancer spokojnie.

Nie chciała zaczynać, dopóki nie pojawi się Cihan. Chwilę później mężczyzna wszedł do salonu i stanął naprzeciwko niej.

— Wszyscy już tu są, Hancer — powiedział. — Mów, co masz do powiedzenia.

Hancer wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że każde jej słowo zostanie obrócone przeciwko niej, ale nie mogła dłużej milczeć.

— Zebrałam was wszystkich, ponieważ to, co chcę powiedzieć, dotyczy każdego z was. Cihanie, wczoraj wieczorem coś przed tobą ukryłam. Nie zrobiłam tego w złej wierze. Po prostu nie wiedziałam, że sprawy przybiorą taki obrót.

— Co wydarzyło się wczoraj wieczorem? — wtrąciła Beyza, mierząc ją wściekłym spojrzeniem. — Co robiłaś z moim mężem?

Hancer nie odpowiedziała na zaczepkę. Patrzyła wyłącznie na Cihana.

— Powiedziałeś mi, że widziałeś czyjś cień na podwórku i żebym zamknęła drzwi. Wtedy rzeczywiście ktoś był w domu. Ta osoba przyszła chwilę przed tobą. Powiedziała, że czeka na Beyzę.

Beyza drgnęła. Jej spojrzenie natychmiast powędrowało ku Nusretowi.

— Kto to był? — zapytał Cihan.

— Yonca.

W salonie zapadła cisza. Beyza poruszyła się niespokojnie na kanapie, a na jej twarzy pojawił się cień paniki.

ad
— Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? — spytał Cihan, z trudem powstrzymując emocje.

— Była przerażona. Błagała, żebym jej nie zdradziła. Bała się, że pani Mukadder wyrzuci ją z domu, jeśli dowie się, że tu jest. Twierdziła, że przyszła do Beyzy po pożyczkę. Zrobiło mi się jej żal, więc postanowiłam sama jej pomóc. Poszłam do bankomatu, żeby wypłacić pieniądze, ale kiedy wróciłam, Yoncy już nie było.

Nusret poderwał się z miejsca i patrzy wściekle na Hancer. Na kanapach siedzą Beyza, Mukadder i Sinem. Obok stoi Cihan.
ad
Nusret zerwał się z miejsca.

— I po co nam to opowiadasz? Co nas to obchodzi?

— Mówię to, ponieważ miała ze sobą torbę — odparła Hancer. — Dużą, czarną torbę podróżną. Szeroką, bez kółek.

Fadime uniosła głowę.

— Pani Beyza ma taką torbę — powiedziała cicho.

— Właśnie dlatego myślę, że dziecko mogło być w środku — dodała Hancer.

Wszyscy zamarli. Cihan pobladł.

— Jesteś tego pewna? — zapytał. — Sugerujesz, że Yonca porwała Cihana Gurura?

— Nie widziałam dziecka — przyznała Hancer. — Ale Yonca była bardzo zestresowana. Ukrywała się, prosiła, żebym nikomu o niej nie mówiła, a wcześniej ktoś kręcił się po podwórku. Wtedy wydawało mi się to dziwne. Teraz wszystko zaczyna układać się w całość.

— To ma sens — odezwał się Engin. — Weszła do pokoju, zabrała torbę, włożyła do niej dziecko i uciekła.

Hancer spuściła wzrok.

— Gdybym usłyszała płacz… gdybym choć przez chwilę podejrzewała, że w tej torbie jest dziecko, natychmiast bym zareagowała.

ad
— Jaka Yonca?! — wybuchł Nusret. — Beyza nie widziała się z nią od miesięcy! Ta kobieta zmyśla! — Wskazał na Hancer z gniewem. — Cihanie, ona patrzy ci prosto w oczy i oczernia twoją matkę oraz żonę. Przyjaciółka Beyzy miałaby przyjść do niej po kryjomu i bać się Mukadder? To przecież niedorzeczne!

— Wujku, ktoś naprawdę był wczoraj na podwórku — przypomniał Cihan.

Beyza również podniosła się z kanapy.

— Ona kłamie! — krzyknęła. — Yonca nawet jej nie zna. Niby dlaczego miałaby prosić ją o pomoc? Cihanie, ta żmija próbuje zrobić ze mnie winną w twoich oczach!

— Wczoraj wieczorem poszłam do bankomatu — powtórzyła Hancer stanowczo. — Kiedy wróciłam, Yoncy już nie było. Tej samej nocy zniknął Cihan Gurur. Próbuję wam pomóc. To bardzo prawdopodobne, że właśnie ona za tym stoi. Powinniście cieszyć się, że macie jakiś trop, zamiast po raz kolejny oskarżać mnie o kłamstwo.

Beyza zacisnęła usta, ale tym razem nie znalazła odpowiedzi.

— Przepraszam, że nie przejrzałam Yoncy — powiedziała Hancer, zwracając się do Cihana. — Uwierz mi, zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to niewinne dziecko zostało odnalezione.

— Jakie niewinne dziecko?! — wrzasnęła Beyza. — To syn Cihana! A ty? Ty za chwilę sama będziesz matką, a nadal uganiasz się za żonatym mężczyzną! Dziecko, które nosisz pod sercem, powinno się ciebie wstydzić!

— Hancer, idź już, proszę — odezwała się Sinem, powstrzymując Beyzę, zanim ta rzuci się na rywalkę.

ad
— Nie boję się nikogo — odpowiedziała Hancer twardo.

— Wiem — powiedziała Sinem ciszej. — Ale widzisz, co się dzieje. Beyza traci nad sobą panowanie, kiedy cię widzi. Jeśli nie boisz się o siebie, pomyśl o swoim dziecku.

Hancer przez chwilę patrzyła jeszcze na Cihana, po czym odwróciła się i wyszła z salonu.

Cihan zaczął niespokojnie chodzić po pokoju. Przesunął dłonią po brodzie, jakby próbował poukładać w głowie wszystkie elementy układanki. W końcu zatrzymał się i spojrzał na Fadime.

— Idź do pokoju Beyzy — polecił. — Sprawdź, czy jest tam taka torba, jaką opisała Hancer. Czarna. Szeroka. Bez kółek.


Do rezydencji ponownie przyjechała policja. W przestronnym holu zrobiło się nerwowo. Nusret, Mukadder i Beyza podeszli do dwóch funkcjonariuszy, próbując zapanować nad napięciem.

– Dziś rano złożyliśmy już zeznania – odezwał się Nusret, marszcząc brwi. – Czy czegoś jeszcze brakuje?

Mundurowy spojrzał na niego krótko, po czym przeniósł wzrok na Beyzę.

– Przyjechaliśmy w innej sprawie – oznajmił rzeczowo. – Czy pani to Beyza Develioglu?

Beyza przełknęła ślinę. Przez ułamek sekundy jej spojrzenie uciekło w stronę ojca i ciotki, jakby szukała u nich ratunku, którego sama nie potrafiła już sobie zapewnić.

ad
– Tak… to ja – odpowiedziała cicho.

– Pojedzie pani z nami na komisariat – powiedział funkcjonariusz. – Złożono na panią skargę.

Twarz Beyzy natychmiast pobladła. Strach, który jeszcze przed chwilą próbowała ukryć za maską oburzenia i pewności siebie, wypłynął na wierzch. Stała nieruchomo, z szeroko otwartymi oczami, jakby jedno zdanie policjanta nagle odebrało jej całą zdolność do gry.


Dwie policjantki prowadziły Beyzę korytarzem komisariatu, trzymając ją mocno pod ramiona. Kobieta próbowała zachować godność, ale strach coraz wyraźniej przebijał się przez jej twarz.

– Tato! Tato! – wołała rozpaczliwie, oglądając się przez ramię na idącego za nią Nusreta.

Beyza jest prowadzona przez dwie policjantki. Ogląda się przez ramię.
ad
Mężczyzna przyspieszył kroku i zwrócił się do funkcjonariusza, który przyjechał po Beyzę do rezydencji.

– Panie oficerze, kto złożył skargę na moją córkę? Mamy prawo to wiedzieć.

– Wszystkie niezbędne informacje zostaną przekazane pani Beyzie – odparł policjant rzeczowo.

– Przynajmniej powiedzcie, o co została oskarżona. Przecież nie przywieźliście jej tutaj bez powodu!

– Proszę pana, jak już powiedziałem, pańska córka zostanie o wszystkim poinformowana.

– Tato, zrób coś! – zawołała Beyza, a jej głos załamał się ze strachu.

Policjantki wprowadziły ją do gabinetu komisarza. Beyza spodziewała się zobaczyć Yoncę, może usłyszeć coś o dziecku, ale widok osób siedzących w środku sprawił, że zamarła. W gabinecie znajdowali się Cihan, Engin i Hancer.

– Cihanie… – wydusiła, patrząc na męża z niedowierzaniem. – Co to ma znaczyć?

Komisarz spojrzał na nią spokojnie zza biurka.

– Pan Cihan złożył zawiadomienie przeciwko pani. Na podstawie zeznań pani Hancer podejrzewa panią o udział w porwaniu dziecka.

Beyza przez chwilę patrzyła na niego bez słowa, po czym niemal parsknęła śmiechem.

ad
– To jakiś absurd! Po co miałabym porywać własne dziecko?

Cihan podniósł się z miejsca. Jego twarz była napięta, a w oczach nie było już ani śladu dawnego zawahania.

– Wyjaśnię ci to, Beyzo. To koniec. Gra skończona.

– Nie mogę w to uwierzyć! – zawołała, natychmiast wchodząc w dobrze znaną rolę skrzywdzonej żony. – Czy ty w ogóle pamiętasz, jak bardzo pragnęłam tego dziecka? Jak możesz mnie oskarżać, kiedy nikt nie wie, gdzie ono jest? Zamiast go szukać, siedzisz tutaj z ludźmi, którzy od dawna próbują zniszczyć nasz dom. Co z ciebie za mąż? Co z ciebie za ojciec?!

– Nadal nie wiem, czy jestem ojcem – odpowiedział Cihan twardo. – I nie poznam prawdy, dopóki nie znajdę Cihana Gurura.

Beyza gwałtownie odwróciła się w stronę komisarza.

– Ja też chcę prawdy. Skoro mój mąż oskarża mnie na podstawie jej słów, niech wszyscy poznają prawdziwą twarz tej kobiety. Hancer jest mężatką. Jest w ciąży. A mimo to robi wszystko, żeby zbliżyć się do mojego męża. Teraz oczernia mnie z zazdrości, bo chce rozbić moje małżeństwo.

– Beyzo, waż słowa! – warknął Cihan. – Nie będziesz mówiła tak o Hancer.

– Widzicie? – Beyza roześmiała się nerwowo, wskazując na niego. – Widzicie, jak bardzo go zaślepiła? Znajdziemy Cihana Gurura i zrobimy test. Wtedy okaże się, że to nasz syn, a wszystkie jej oszczerstwa są tylko podłymi kłamstwami. To ona mnie oczerniła. To ona chce zniszczyć moje małżeństwo. I to ja składam na nią skargę! Proszę ją zatrzymać!

ad
Gabinet komisarza. Komisarz siedzi za biurkiem. Cihan, Engin i Hancer stoją naprzeciwko Beyzy.
Hancer wstała spokojnie. Nie podniosła głosu, choć Beyza próbowała sprowokować ją każdym słowem.

– Jestem gotowa odpowiedzieć na wszystkie pytania – oznajmiła pewnie.

ad
– Zamknij się! – krzyknęła Beyza, tracąc panowanie nad sobą. – Zapłacisz za te oszczerstwa! Wszyscy za to zapłacicie!

Komisarz nawet nie drgnął.

– Grozi pani świadkowi w obecności funkcjonariusza publicznego – powiedział chłodno. – Proszę odprowadzić panią Beyzę do celi.

Policjantki ponownie chwyciły Beyzę za ramiona. Kobieta zaczęła się wyrywać, ale nie była w stanie nic zrobić. Jej krzyk odbił się echem od ścian korytarza, kiedy funkcjonariuszki wyprowadzały ją z gabinetu.

Policjantki prowadzą Beyzę korytarzem. Z tyłu widać Nusreta i policjanta.
ad
Chwilę później do środka wpadł Nusret. Jego twarz była purpurowa ze złości. Od razu ruszył na Cihana.

– Jak możesz robić coś takiego własnej żonie, ty łachudro?! – syknął i chwycił go za poły płaszcza. – Zdeptałeś honor swojej rodziny! Jakim trzeba być mężczyzną, żeby tak upokorzyć kobietę noszącą twoje nazwisko?!

Nusret szarpie Cihana w gabinecie komisarza.
ad
Cihan zacisnął szczękę, ale nie odpowiedział. Policjant natychmiast doskoczył do Nusreta i odciągnął go od mężczyzny.

– Proszę się uspokoić!

– Nie możecie mnie tak traktować! – ryknął Nusret, przenosząc wzrok na komisarza. – Wiesz, kim jestem? Jestem Nusret Candar!

Komisarz spojrzał na niego bez najmniejszego wrażenia.

– Nie interesuje mnie, kim pan jest. Ale jeśli zaatakuje pan kogokolwiek na komisariacie, poniesie pan konsekwencje.

Nusret szarpnął się jeszcze raz, jakby chciał odzyskać kontrolę nad sytuacją, która właśnie wymykała mu się z rąk.

– Zabierzcie go do aresztu – polecił komisarz.

Policjant wyprowadził Nusreta z gabinetu. W pomieszczeniu zapadła ciężka cisza. Cihan stał nieruchomo, z zaciśniętymi pięściami, a Hancer patrzyła na niego z niepokojem. Po raz pierwszy od wielu godzin nikt nie próbował już udawać, że sprawę można jeszcze zatrzymać.


Policjanci wprowadzili Nusreta do pomieszczenia z celami. Mężczyzna wciąż próbował wyrwać się z ich uścisku, choć było jasne, że nic tym nie wskóra. Szarpał się, oburzony samym faktem, że ktokolwiek ośmielił się traktować go jak zwykłego zatrzymanego.

ad
– Tato? – odezwała się z niedowierzaniem Beyza, podnosząc się z ławki w sąsiedniej celi.

Nusret gwałtownie odwrócił głowę w stronę córki, ale zaraz znów skupił wściekłość na funkcjonariuszu.

– Dlaczego wykręcasz mi rękę?! – warknął. – Zapłacisz za to! Nie wiesz, kim jestem! Jeszcze ci pokażę!

Policjanci nie zareagowali na jego groźby. Jeden z nich otworzył kratę, drugi wepchnął Nusreta do środka. Chwilę później zamek szczęknął głucho, oddzielając go od reszty świata. Mężczyzna znalazł się w celi obok Beyzy.

Policjanci zamykają Nusreta w celi. W sąsiedniej celi jest już zamknięta Beyza.
ad
Kiedy funkcjonariusze wyszli, Beyza podeszła do krat i spojrzała na ojca z narastającą paniką.

– Tato, powiedz mi, co się dzieje? – zapytała drżącym głosem. – Kto nas teraz uratuje, skoro ty też tu jesteś?

Nusret odwrócił się do niej gwałtownie. Na jego twarzy nie było już ani śladu troski. Była tylko furia.

– Wiesz, co zrobię jako pierwsze, kiedy stąd wyjdę? Test na ojcostwo! – syknął. – Bo to niemożliwe, żeby moja córka była aż tak głupia! Nie jesteś moją córką! To przez ciebie tu trafiliśmy! Ty wpakowałaś nas w to bagno!

Beyza zesztywniała. Przez chwilę patrzyła na niego z niedowierzaniem, a potem jej twarz stwardniała.

– Gdybyś pochował tę kobietę jak należy, nic z tego by się nie wydarzyło – odparła ostro.

Nusret dopadł do krat oddzielających ich cele. Zacisnął pięść i uniósł ją, jakby nawet stalowe pręty nie były w stanie powstrzymać jego gniewu.

Nusret grozi Beyzie pięścią przez kraty oddzielające ich cele.
ad
– Uderzysz mnie, kiedy jestem w takim stanie? – zapytała Beyza, cofając się o krok.

– Zamknij gębę! – ryknął.

Do pomieszczenia natychmiast wszedł policjant. Spojrzał najpierw na Nusreta, potem na Beyzę, wyraźnie zniecierpliwiony ich krzykami.

– Uspokójcie się – powiedział stanowczo. – Rozumiem, że napadacie na innych, ale teraz zaczynacie atakować siebie nawzajem?

Nusret od razu opuścił rękę. W jednej chwili próbował przybrać łagodniejszy ton, jakby kilka sekund wcześniej wcale nie groził własnej córce.

– Przepraszam, panie oficerze – powiedział, oddychając ciężko. – Dziecko to dziecko, nieważne, ile ma lat. Człowiek traci panowanie nad sobą, kiedy widzi córkę w takiej sytuacji.

– Pan też nie jest w lepszej – zauważył chłodno funkcjonariusz. – Usiądźcie i bądźcie cicho. To komisariat, nie wasz dom. Nie chcę słyszeć ani jednego krzyku więcej.

Policjant wyszedł, a drzwi zamknęły się za nim z cichym trzaskiem.

Nusret zaklął pod nosem i z bezsilnej złości uderzył pięścią w ścianę. Metalowe kraty zadrżały lekko od echa tego gestu. Beyza opadła na wąską drewnianą ławkę, która w celi służyła także za łóżko. Oparła plecy o zimną ścianę i spuściła wzrok.

Po raz pierwszy od dawna żadne z nich nie miało planu. Nie było już komu rozkazywać, kogo szantażować ani na kogo zrzucić winy. Zostali sami – zamknięci za kratami, skłóceni i przerażeni tym, że ich kłamstwa zaczęły obracać się przeciwko nim.

ad
Znajdujący się za kratkami Nusret uderza pięścią w ścianę.
Zamknięta w celi Beyza patrzy zlęknionym wzrokiem na ojca, zamkniętego w sąsiedniej celi.


Mukadder zjawiła się w domu Deryi bez zapowiedzi. Derya wpuściła ją do środka i zaprowadziła do niewielkiego salonu. Usiadły naprzeciw siebie, na ustawionych pod kątem kanapach. Na kolanach Deryi leżała jasna peruka, którą nerwowo gładziła palcami, jakby szukała w tym zajęciu ratunku przed spojrzeniem Mukadder.

– Powiedziałaś, że ten szatański pomysł był twój – zaczęła Mukadder chłodno, nawiązując do szantażu, którego Derya dopuściła się wobec niej. – Ale to Yonca jest diabłem, który za tym stoi.

Na twarzy Deryi pojawił się cień zaskoczenia. Przez krótką chwilę nie potrafiła nad sobą zapanować. Nie rozumiała, skąd Mukadder mogła się tego dowiedzieć. Szybko odwróciła głowę, próbując ukryć emocje, ale było już za późno.

– Nie próbuj udawać, że nie rozumiesz – ostrzegła ją Mukadder, pochylając się ku niej. – Nie wiem, jak się poznałyście, ale wiem, że zaplanowałyście to razem. Kiedy nie udało wam się wyciągnąć ode mnie pieniędzy, twoja wspólniczka postanowiła porwać dziecko. Policja jej szuka. Przyszłam cię ostrzec, żebyś miała się na baczności. Chyba że Hancer zdążyła już opowiedzieć ci, co się wydarzyło.

ad
Derya zacisnęła palce na peruce.

– Nie wiedziałam, że dziecko zostało porwane – zaprzeczyła szybko. – Dopiero od ciebie to słyszę. Ale czego policja miałaby chcieć ode mnie?

– Powiedzą ci, kiedy tu przyjadą – odparła Mukadder. – Wszystko wymknęło się spod kontroli. Cihan podejrzewa, że dziecko nie jest jego. Dziś chciał zabrać Cihana Gurura na badanie, ale chłopiec nagle zniknął. W rezydencji wybuchło piekło. Beyza i Nusret trafili do aresztu. A Cihan nie spocznie, dopóki nie odkryje całej prawdy. W końcu dojdzie także do mojego udziału w tej sprawie. I do twojego szantażu.

Po plecach Deryi przebiegł zimny dreszcz. Przełknęła ślinę, ale nie odpowiedziała.

– Ja też się przed nim nie uratuję – ciągnęła Mukadder cichszym, cięższym głosem. – Nie będzie patrzył na to, że jestem jego matką. Nie zlituje się nade mną. A skoro mnie nie oszczędzi, pomyśl, co zrobi z tobą. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.

– Co ja mam z tym wspólnego? – zapytała Derya, usiłując zabrzmieć pewnie. – Yonca urodziła dziecko i Yonca je porwała.

– Powiedz to policji, kiedy zapukają do twoich drzwi. Ta kobieta mieszkała w twoim domu. Dla nich od razu będziesz jej wspólniczką.

Derya spojrzała na nią uważniej. Dopiero teraz zrozumiała, że Mukadder nie przyszła wyłącznie po to, by ją nastraszyć.

– Nie jesteś tu tylko dlatego, żeby mnie ostrzec – powiedziała ostrożnie. – Czego chcesz?

Mukadder przysunęła się bliżej. Jej wzrok stał się twardy i przenikliwy.

ad
– Powiesz mi, gdzie jest Yonca. Jeśli uratuję siebie, ty też ocalejesz.

– Nie wiem, gdzie jest – odparła Derya. – Zawsze to ona przychodziła do mnie. Ja nigdy nie byłam u niej.

Mukadder patrzyła na nią przez chwilę w milczeniu. Nie wierzyła ani jednemu słowu. Wiedziała, że Derya potrafi kłamać bez mrugnięcia okiem.

– Dobrze – powiedziała w końcu, wstając z kanapy. – Jak chcesz. Ale jeśli ta kobieta tu przyjdzie, spakuj się i uciekaj razem z nią. W przeciwnym razie nie będzie już dla ciebie ratunku.

Wzięła płaszcz i torebkę, które wcześniej odłożyła na bok, po czym ruszyła do wyjścia. Za progiem salonu zatrzymała się na ułamek sekundy, a na jej twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

Nawet jeśli Derya nie zamierzała zdradzić kryjówki Yoncy, strach miał zrobić to za nią. Mukadder była pewna, że wystarczy poczekać. Przerażona kobieta sama zaprowadzi ją tam, gdzie ukrywała się Yonca z dzieckiem.

Mukadder uśmiecha się za progiem salonu, w którym siedzi Beyza na kanapie.
ad


Derya nerwowo krążyła po niewielkim pokoju. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Raz zatrzymywała się przy kanapie, raz odwracała w stronę drzwi, jakby spodziewała się, że za chwilę ktoś do nich zapuka. W jej głowie kłębiły się słowa Mukadder, a każdy kolejny scenariusz wydawał się gorszy od poprzedniego.

– Boże, w co ja się wpakowałam? – jęknęła, rozkładając bezradnie ręce. – Za każdym razem, kiedy myślę, że gorzej już być nie może, los udowadnia mi, że jednak może. Jeśli nie znajdę Yoncy przed nimi, będzie po mnie. Trafię do więzienia i będę tam gnić do końca życia! Boże, dlaczego zawsze ja? Dlaczego ciągle spadają na mnie takie nieszczęścia?

Przeczesała nerwowo włosy, po czym rozejrzała się po pokoju, jakby szukała ratunku w znajomych ścianach. Wiedziała jednak, że nie miała już czasu na lament. Mukadder miała rację – policja prędzej czy później połączy ją z Yoncą, a wtedy żadne tłumaczenia nie wystarczą.

Derya gwałtownie chwyciła płaszcz wiszący przy drzwiach i narzuciła go na ramiona. Potem sięgnęła po torebkę. Jej ruchy były szybkie, chaotyczne, podszyte paniką.

Musiała znaleźć Yoncę. Zanim zrobi to Cihan. Zanim zrobi to policja. Zanim cała ta historia pogrzebie również ją.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 154.Bölüm i Gelin 155.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Van der Poel krijgt uppercut in Ronde van Luxemburg

Mathieu van der Poel heeft zijn sterke start in de Ronde van Luxemburg geen vervolg kunnen geven. Een dag na zijn indrukwekkende overwinning in Luxemburg-stad kwam de…

mysterieuze lucht zorgt voor ongeloof

In Amsterdam West is vandaag een sportschool ontruimd nadat leden een verdachte lucht roken. De brandweer werd gealameerd die metingen heeft gedaan, maar uiteindelijk geen gevaarlijke lucht…

Dode en meerdere gewonden bij zwaar verkeersongeluk in Zwaag

Bij eeп zwaar verkeersoпgelυk op de N307 bij Zwaag is eeп persooп om het leveп gekomeп. Ook raakteп meerdere aпdereп gewoпd. Vermoedelijk zoυdeп eeп persoпeпaυto eп eeп…

Mathieυ vaп der Poel heeft zijп sterke start iп de Roпde vaп Lυxembυrg geeп vervolg kυппeп geveп. Eeп dag пa zijп iпdrυkwekkeпde overwiппiпg iп Lυxembυrg-stad kwam de…

Vrouw (70) overleden na ongeval in Luttenberg

© Enzio Ardesch Een 70-jarige vrouw is woensdag overleden aan de verwondingen die zij woensdag opliep bij een ongeval in Luttenberg. De vrouw fietste op de Mastenbroeksweg…

Auto schept scooterrijder in Eindhoven, man zwaargewond naar ziekenhuisin Eindhoven

Hulp bij lezen Een scooterrijder is donderdagavond op de Antony Fokkerweg in Eindhoven zwaargewond geraakt nadat hij werd geschept door een auto. Eeп aυtomobiliste draaide vaпaf de…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page